Vamos

Blog o tym co na kortach i wokół nich. Autorem jest Marek Furjan, dziennikarz i komentator

Wpisy

  • poniedziałek, 28 maja 2012
    • Azarenka jedną nogą w piekle

      Wiktoria Azarenka

      O włos, a dokładniej o pięć piłek od tenisowego piekła była w poniedziałek liderka rankingu WTA Wiktoria Azarenka. Gdyby po drugiej stronie siatki nie stała Alberta Brianti, która w szczytowym momencie trwającej już dwanaście lat zawodowej kariery była 55 rakietą świata, a zawodniczka o większych możliwościach ofensywnych, Azarenki w turnieju mogłoby już nie być.
      Włoszka prowadziła już 7:6(6) 4:0 i miała piłkę na 5:0 i od tego czasu Azarenka wygrała sześć kolejnych gemów. Białorusinka zagrała najsłabszy mecz od wielu miesięcy, ale jedno trzeba podkreślić. Wygrała go. Dominatorka tegorocznych rozgrywek niejednokrotnie nie trafiała w niemal pusty kort, psuła kolejne dogodne okazje. Wygrana zrodziła się przede wszystkim w głowie, która nawet przy tak niekorzystnym rezultacie nie przestała pracować jak umysł seryjnego zabójcy.
      Kończąc mecz wygrywającym forhendem, Azarenka triumfowała 6:7(6) 6:4 6:2. Trener Sam Sumyk i pomagająca w przygotowaniach Amelie Mauresmo po zakończeniu meczu odetchnęli z ulgą. Na jak długo?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Azarenka jedną nogą w piekle”
      Tagi:
      Autor(ka):
      marek.furjan
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 maja 2012 13:40
  • niedziela, 27 maja 2012
    • Gem, set...play suspended. Kubot kończy w poniedziałek

      Roland Garros

      Dopiero pierwszy dzień tegorocznego French Open, a ja już żałuję, że po raz pierwszy od dwóch lat nie obserwuję zmagań na żywo. Łukasz Kubot swój mecz I rundy z Karolem Beckiem grał na bardzo dalekim korcie #17. Jest to obiekt bez kamery, więc o "wyszperaniu" transmisji w internecie nie było nawet mowy. A śledzenie zmieniających się cyferek nikogo chyba nie zadowala.
      Najważniejsze, że Polak prowadzi 7:5 6:2 4:4, a mecz zostanie dokończony jutro. Oczywiście na tym samym korcie, tuż po zakończeniu meczu Dawidienki z Seppim.

      Czwarty mecz na najpiękniejszym obiekcie (subiektywna opinia autora) - korcie #1 rozegra w poniedziałek Agnieszka Radwańska. Jej rywalką będzie Bojana Jovanovski (WTA 111), która trzy tygodnie temu w Madrycie przegrała w dwóch setach z Martą Domachowską. Dla Agnieszki powinien być to mecz przetarcia przed kolejnymi (mam nadzieję) spotkaniami. Co nie znaczy, że "wygra się sam". W drugiej rundzie na Polkę czeka już Venus Williams. Amerykanka miała w niedzielę wiele problemów z 19-letnią Argentynką Paulą Ormaecheą (Radwańska oddała jej na tegorocznym AO 4 gemy). Ostatecznie Venus wygrała 4:6 6:1 6:3, ale eksperci docenili także dobrą grę pokonanej.

      Aby doszło do niewątpliwego szlagieru w II rundzie kobiecych rozgrywek, Radwańska musi jednak potwierdzić wyższość nad Jovanovski. Pod warunkiem oczywiście, że ta się znowu nie zgubi.

      I oczywiście dla tych, którzy muszą przygotować własny plan śledzenia transmisji: poniedziałkowy rozkład gier. Na kortach pojawią się m.in. czołowe rakiety rankingów Wiktoria Azarenka i Novak Djoković.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marek.furjan
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 maja 2012 23:01
    • Roland Garros 2012. Pierwszy z rozstawionych za burtą. Czy Roddick "się skończył"?

      Nicolas Mahut

      Rozstawiony z numerem 26. Andy Roddick pożegnał się z paryskim turniejem już pierwszego dnia. Były lider światowych list poległ 3:6 3:6 6:4 2:6 w meczu z finezyjnie grającym Francuzem Nicolasem Mahut znanym chociażby z dzierżenia rekordu najdłuższego meczu w historii tenisa.

      Czy należy uznać to za niespodziankę? Śledząc ostatnie wyczyny Amerykanina z pewnością nie. Porównując jego drapieżny forhend sprzed kilku lat, z leniwym i mało ofensywnym uderzeniem jakie prezentował w niedzielnym spotkaniu - tym bardziej nie. Roddick z pełną świadomością poddał się rytmowi gry, jaki narzucił rywal. Mahut dobrze serwował, jak zwykle nie unikał wycieczek do siatki. Grał zbyt nieschematycznie dla pasywnego i wyraźnie zmęczonego kilkunastoletnią, jakże bogatą w występy sportową karierą Roddicka. Świadczą o tym także liczby. Dla reprezentanta USA był to 803 mecz w rozgrywkach ATP. Dla rówieśnika z Francji 206.

      Los Roddicka podzielił inny tenisista, przy nazwisku którego można było znaleźć numer świadczący o rozstawieniu. Nieobliczalny Juergen Melzer (30.) pomimo prowadzenia 2:0 w setach uległ w pojedynku mańkutów kwalifikantowi Michaelowi Berrerowi (ATP 114). Rezultat 7:6(5) 6:4 2:6 2:6 3:6 przypomina mi "wyczyn" Austriaka sprzed roku, kiedy prowadząc w setach 2:1, odpadł w meczu II rundy z naszym południowym sąsiadem Lukasem Rosolem. W tamtym meczu, który miałem przyjemność obserwować z wysokości trybun kortu numer 2, Melzer miał wszystko: doping kilku brodatych i bardzo głośnych austriackich fanów oraz rywala, który podobnie jak Berrer miał w nogach trzy mecze eliminacyjne. Mało brakowało, a Rosolowi do ukończenia zawodów zabrakłoby...rakiet(!), lecz ostatnią sprawną jaka ostała się w jego torbie, zdołał dokończyć zwycięski mecz. Na wszelki wypadek po swój sprzęt pobiegła śledząca ze mną to spotkanie Czeszka Lucie Hradecka. Jej pomoc, szczęśliwie dla Rosola, okazała się wówczas niepotrzebna.

      Wspominam o tym, bo Melzer zaczyna być specjalistą od sprawiania singlowych zawodów na wielkoszlemowych imprezach. Od czasu ubiegłorocznej porażki z Rosolem, smak pokonania Austriaka zaznali m.in. Xavier Malisse (Wimbledon), Igor Kunicyn (US Open), Ivo Karlović (Australian Open), czyli tenisiści z tej samej galaktyki.  A pomyśleć, że przed dwoma laty Melzer położył na łopatki na paryskiej mączce Novaka Djokovicia i odnotował występ w półfinale. Rekordowe osiągnięcie w grze pojedynczej może długo nie zostać pobite.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marek.furjan
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 maja 2012 20:18
    • Roland Garros 2012: Dzień 1

      Najbardziej emocjonujący turniej wielkoszlemowy czas zacząć! W niedzielę tradycyjnie nie gra nikt z czołowej czwórki rankingów WTA i ATP. Nie znaczy to jednak, że nie będzie na czym zawiesić oka, o czym można przekonać się przeglądając rozkład gier.

      Przede wszystkim na korcie 17 swój mecz rozegra Łukasz Kubot. Jego przeciwnikiem będzie 30-letni Słowak Karol Beck (ATP 104), który w czterech dotychczasowych startach w Paryżu ani razu nie przeszedł do II rundy. Mecz z Kubotem będzie dla Słowaka także pierwszym oficjalnym spotkaniem w tym sezonie rozegranym na kortach ziemnych. Po raz ostatni w walce o punkty na cegle widziano go w kwietniu ubiegłego roku(!) podczas challengera w Ostravie.
      Łukasz ogrywał się w ostatnich tygodniach na kortach w Monte Carlo, Bukareszcie, Belgradzie i Rzymie i na dobrym wyniku zależy mu podwójnie. Dlaczego? Punkty zdobyte w Paryżu mogą zapewnić mu udział w turnieju olimpijskim na trawiastych kortach w Londynie. Spotkanie rozpocznie się po zakończeniu trzech innych, które zostały przyporządkowane do kortu 17 (dwa mecze WTA i jeden ATP). Wierzę, że niedzielne gry na tym obiekcie zakończy tradycyjny już kankan!
      Kolejnym powodem, dla którego już w niedzielę należy z uwagą śledzić wydarzenia z paryskich kortów, jest występ (być może) przyszłych rywalek Agnieszki Radwańskiej. Na kolizyjnym kursie z Polką są bowiem Venus Williams (ewentualnie w 2 rundzie), Swietłana Kuzniecowa (3r.) i Ana Ivanović (4r.). Wszystkie wystąpią na dwóch największych kortach: Phillipe Chatrier i Suzanne Lenglen.

      Poza wspomnianymi wydarzeniami, postanowiłem wybrać po jednym meczu WTA i ATP, których nie można ominąć.

      Warto zobaczyć:

      WTA: Kerber - Zhang

      Niemka od poniedziałku jest dziesiątą rakietą świata i nic nie wskazuje na to, aby po paryskiej imprezie miała wrócić do drugiej dziesiątki. Na cegle w tym roku przegrywała tylko ze ścisłą czołówką (Stosur, Kvitova, Li, Szarapowa), a turniej rozpocznie od sprawdzenia się z rywalką, która przeszła przez kwalifikacje. "Kto oglądał kiedykolwiek turniej kwalifikacyjny do turnieju wielkoszlemowego, wie, że walczy się tam na całego. To w zasadzie oddzielne zawody" - zwykł mawiać Łukasz Kubot. "Rozgrzana" Shuai Zhang (WTA 167) może więc nie być dla rywalki tak łatwą do pokonania przeszkodą. Warto dodać, że Kerber może być ewentualną rywalką Radwańskiej w ćwierćfinale.


      ATP: Roddick - Mahut

      Błyszcząca do niedawna gwiazda Andy'ego Roddicka cały czas traci blask. W tym tygodniu Amerykanin rozegrał trzy mecze w specyficznej imprezie w Dusseldorfie. Trio o krańcowo różnym stylu gry: Tomas Berdych, Carlos Berlocq i Go Soeda nie oddało Roddickowi ani jednego seta. Mahut to także tenisista dobrze serwujący, a dodatkowo lubiący bić tenisowe rekordy. Będzie ciekawie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marek.furjan
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 maja 2012 05:54
    • "Drugie życie" Briana Bakera

      Brian Baker

      Był jednym z najbardziej obiecujących amerykańskich tenisistów, na juniorskich turniejach ogrywał Novaka Djokovicia, Tomasa Berdycha i Jo-Wilfrieda Tsongę. Z listy przebytych operacji mógłby uzbierać kilka klasycznych Wielkich Szlemów, jednak po niespełna siedmiu latach rozbratu z rozgrywkami ATP wrócił aby spełniać swoje marzenia. 27-letni Brian Baker osiągnął w tym tygodniu finał turnieju ATP w Nicei.

      Ile razy słyszeliśmy o sportowcach, którzy mogliby bić najstarsze rekordy, wygrywać najbardziej prestiżowe zawody, gdyby nie kontuzje? Wielu znawców tenisa już dawno do tej listy dopisało nazwisko amerykańskiego tenisisty Briana Bakera. Niesłusznie.

      Pierwsze lata jego kariery były obfite w sukcesy. Doszedł do drugiej pozycji na świecie wśród juniorów, wygrał prestiżowy turniej Orange Bowl, a na paryskich kortach Rolanda Garrosa osiągnął finał rozgrywek chłopców. Regularnie ogrywał Djokovicia, Berdycha, czy Tsongę, którzy stanowią teraz o sile męskiego tenisa.

      Po przejściu na zawodowstwo w 2003 roku, kariera Bakera zdecydowanie zwolniła obroty. Tenisista z mizernym skutkiem próbował zbierać punkty do rankingu ATP biorąc udział w challengerach na terenie USA. Pierwszy z nich wygrał rok później w Denver i do 29 kwietnia 2012 r. było to największym osiągnięciem w jego profesjonalnej karierze.

      Z zawodowym tenisem pożegnał się na koniec 2005 r., kilka tygodni po pokonaniu w I rundzie US Open Gastona Gaudio, który piętnaście miesięcy wcześniej wygrał wielkoszlemowy Roland Garros. Powodem sześcioletniej przerwy były kontuzje. Na przestrzeni kilku lat Amerykanin trzykrotnie przechodził operacje bioder. Operowana była także przepuklina. Bardzo poważna była też, spotykana najczęściej u baseballistów, tzw. operacja Tommy'ego Johna, polegająca na zastąpieniu więzadła w łokciu ścięgnem wyciętym z innej części ciała (w tym przypadku z przedramienia).

      Klon Djokovicia

      - Grając z Djokoviciem w 2005 r., miałem wrażenie, że rywalizuję ze swoim klonem. Z tą różnicą, że on był ode mnie dużo szybszy. Obaj opieraliśmy grę na swoich bekhendach. Każdy z nas zagrał po około dwadzieścia kończących bekhendów wzdłuż linii. Pokonałem go, ale mecz był bardzo wyrównany - wspominał w rozmowie z dziennikarzem "New York Times". Pytany o swoją największą zaletę na korcie, Baker odpowiada bez wahania: - Dobrze czytam grę. Tenis jest w dzisiejszych czasach bardzo szybki, ale umiem przewidywać, gdzie zagra rywal.

      Dziś mówi: - Oglądanie w telewizji przeciwników, z którymi nie tak dawno rywalizowałem, osiągających tak ogromne sukcesy było bardzo ciężkie. Nauczyłem się jednak nie próbować walczyć z rzeczami nie zależnymi ode mnie. Przeżyłem wiele momentów, w których mogłem zapytać: "Dlaczego właśnie ja?", ale próbowałem się uporać z problemami i wierzyć, że nadejdą lepsze czasy.

      "Lepsze czasy" nadeszły w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Brian zdążył już ułożyć sobie życie - wrócił na studia na Uniwersytecie Belmont w rodzinnym Nashville. Wybrał kierunek biznesowy, skoncentrowany na finansach. Po zajęciach, pomagał tamtejszemu trenerowi w prowadzeniu tenisowej drużyny uniwersyteckiej. - Cały czas odbijałem piłkę, ale nie miało to nic wspólnego z grą na punkty pięć dni z rzędu. Latem ubiegłego roku, kiedy poczułem się lepiej pod względem fizycznym, powiedziałem sobie: "Teraz albo nigdy!" - tłumaczy Baker.

      Długa droga

      Powrót trzeba było zacząć od najmniejszych, regionalnych turniejów, najdalszych krewnych imprez wielkoszlemowych. Baker przemierzał setki kilometrów za kierownicą swojego samochodu, wracając do domu ze skromnymi czekami za kolejne wygrane. Ważniejszy od drobnych pieniędzy był fakt, że organizm tenisisty się nie buntował.

      Po wygraniu małego turnieju w Pittsburghu w lipcu ubiegłego roku, tenisowy sezon zakończył finałem w challengerze w Knoxville. Ten wynik przesunął go do piątej setki rankingu ATP. Prawdziwy przełom nastąpił w kwietniu tego roku, gdy po przejściu kwalifikacji na kortach ziemnych w amerykańskiej Sarasocie, odpadł w drugiej rundzie, by w kolejnym starcie w Savannah (pula nagród 50 tys. dol.) wygrać osiem meczów (trzy w eliminacjach i pięć w turnieju głównym) i sięgnąć po tytuł. Do jego dorobku rankingowego dodano 80 punktów, a konto bankowe zasiliło nieco ponad 7 tys. dol.

      Zawodnik, który za występy w Sarasocie i Savannah zbierze najwięcej punktów, dostaje od Amerykańskiej Federacji Tenisa przepustkę - tzw. "dziką kartę" do wielkoszlemowego turnieju w Paryżu. Baker: - Jestem bardzo podekscytowany możliwością zagrania na kortach Rolanda Garrosa po tak długiej przerwie. Kiedyś osiągałem tam całkiem niezłe wyniki - cieszy się Amerykanin. - To niemal historia starożytna - dodał ze śmiechem wspominając udział w juniorskim finale French Open sprzed dziewięciu lat.

      Nici ze zwiedzania

      Zachęcony możliwością gry w Paryżu, Baker udał się na ostatni sprawdzian - poprzedzający wielkoszlemowy występ turniej ATP w Nicei. Oczekiwania nie były duże. Dotychczasowy bilans Amerykanina w turniejach tej rangi wynosił 4-12, nigdy nie udało mu się odnieść dwóch kolejnych zwycięstw. 216 na liście ATP tenisista bez straty seta wygrał jednak trzy mecze eliminacyjne i po niespełna siedmiu latach przerwy mógł znowu poczuć smak rywalizacji w turnieju ATP. Konsumpcja trwała cały tydzień, a jego ofiarami padali kolejno: Serhij Stachowski (ATP 84), Gael Monfils (ATP 13), najlepszy tenisista Kazachstanu Michaił Kukuszkin (ATP 55) oraz triumfator 21 imprez ATP Nikołaj Dawidienko (ATP 53). Po ćwierćfinale dodał wpis na Twitterze. "Kolejny piękny dzień w Nicei. Przed wyjazdem muszę jeszcze zajrzeć do Monte Carlo". Zwiedzanie oddalonego o 22 kilometry kurortu musi odłożyć na inną okazję. Po półfinałowym zwycięstwie z Rosjaninem, Baker bez skutku szukał słów, które oddałyby to, co czuje. - Nie przewidziałbym tego. To coś specjalnego... - z trudem opowiadał na konferencji prasowej.

      Serię piętnastu kolejnych wygranych zakończył w sobotnim finale turnieju w Nicei przegrywając z Nicolasem Almagro, wybitnym specjalistą od gry na mączce. Ukoronowaniem fantastycznego tygodnia będzie dla Bakera wgląd w poniedziałkowy ranking. Dzięki uzbieranym punktom znajdzie się w nim około 140. pozycji. - Współzawodnictwo to mój żywioł. Nienawidzę przegrywać - powiedział po finałowym meczu.

      Plan na spędzenie kilkudziesięciu godzin przed meczem I rundy w Paryżu, gdzie przeciwnikiem będzie Xavier Malisse (ATP 80) jest taki: - Spróbuję się trochę przespać, następnie wejdę do wanny z lodem i się porozciągam. Powinno pomóc - zapowiada Baker.

      Historia zatoczy więc koło. To właśnie Belg był ostatnim przeciwnikiem, z jakim w turnieju ATP zmierzył się Baker (US Open 2005). Wtedy wygrał tylko jednego seta. Dzięki swej wytrwałości, daje sobie jednak szanse na rewanż...

      Czytaj także na Sport.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „"Drugie życie" Briana Bakera”
      Tagi:
      Autor(ka):
      marek.furjan
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 maja 2012 02:35

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Zakładki

Kanał informacyjny

E-mail: tenisowyblogvamos@gmail.com




Opcje Bloxa