Vamos

Blog o tym co na kortach i wokół nich. Autorem jest Marek Furjan, dziennikarz i komentator

Wpis

piątek, 30 grudnia 2016

Wywiad z tenisistą (18): Jerzy Janowicz

 jj15

Marek Furjan: Do nowego sezonu przygotowywałeś się m.in. na Teneryfie. To był obóz na wzór tego w Monte Carlo, na który miałeś udać się w ubiegłym roku?

Jerzy Janowicz: Nie do końca. Tutaj była podejmowana próba współpracy z Günterem Bresnikiem – trenerem Dominika Thiema. Był to obóz pod kątem naszej ewentualnej współpracy.

Przez słowa „była podejmowana” należy rozumieć, że coś się nie powiodło?

– Nie. Współpraca na nowy sezon raczej będzie nawiązana. Nie znamy jeszcze szczegółów, bo Bresnik będzie podróżował głównie z Thiemem. W Australii musimy znaleźć dłuższą chwilę, usiąść na pogawędkę i domówić szczegóły.

Do tego zespołu należał jeszcze półfinalista Roland Garros 2014 – Ernests Gulbis.

– Nie współpracuje z Bresnikiem już od French Open.

Na Teneryfie trenowali też z wami inni zawodnicy.

– Tak. Philipp Kohlschreiber (32 ATP) też przyjechał ze swoim trenerem. On dobrze żyje zarówno ze mną, jak i z Thiemem. Był jeszcze siedemnastoletni junior Denis Shapovalov (250 ATP), Riccardo Bellotti (228 ATP), który jest w podobnym wieku co ja oraz młodszy brat Dominika Thiema – również siedemnastolatek. Ekipa była duża.

W ostatnich latach miewałeś problemy z dobrym przygotowaniem się do sezonu, głównie za sprawą problemów ze zdrowiem. Sam podkreślasz, że jest to dla Ciebie bardzo ważny okres. Czy można powiedzieć, że tym razem wszystko – od zdrowia po treningi – dopisuje i przygotowania przebiegają zgodnie z planem?

– Raczej tak. Nauczyłem się żyć z dnia na dzień. Nie planuję za bardzo niczego z wyprzedzeniem, żeby się nie zawieść. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Dziś też już połowa dnia za mną, więc jeszcze druga połowa do przeżycia. Powolutku.

Czy po takich przygotowaniach, które trwają już ponad miesiąc, jesteś w stanie ocenić swoją formę? Czy aby cokolwiek powiedzieć trzeba jednak rozegrać kilka spotkań w warunkach turniejowych?

– Można powiedzieć coś wcześniej, chociaż wiadomo, że optymalna dyspozycja przyjdzie, gdy rozegra się kilka pojedynków. Można trenować kilka godzin dziennie, robić różnego rodzaju treningi, ale forma meczowa to coś zupełnie innego. Trzeba się ograć, ale przez półtora miesiąca, a nawet trochę więcej, można ocenić swój stan fizyczny i jeszcze podszlifować formę przed rozegraniem pierwszego meczu w sezonie. Wiadomo: im więcej spotkań, tym lepiej.

Wrócę na moment do ubiegłego sezonu i momentu wylosowania Novaka Djokovicia w pierwszej rundzie US Open. Pamiętasz swoją reakcję?

– Z tego co pamiętam, informację przekazał mi Radek Szymanik. Specjalnej, czy dziwnej reakcji nie było. Na pytanie „Z kim gram?”, on odparł: „Chcesz wiedzieć?”. „Tak”. „Z Djokoviciem”, „A, ok”. I tyle. Jakoś nigdy nie robiło to na mnie specjalnego wrażenia. Losowanie jak losowanie – za wygranie z Djokoviciem dają tyle samo punktów i pieniędzy jak za wygranie z zawodnikiem startującym z „dziką kartą”.

Wygrałeś w tamtym meczu jednego seta i do pewnego momentu mecz był bardzo wyrównany. Gdybyś przed tym meczem miał rozegranych chociaż kilkanaście spotkań więcej, mógłbyś zagrozić mu jeszcze bardziej?

– Zdecydowanie tak. Zabrakło głównie ogrania. Jeżeli przez ponad pół roku nie możesz nic robić, nawet trzymać rakiety w ręku, to długo dochodzisz do siebie. Przynajmniej ja tak mam, że po takiej przerwie – a ta była najdłuższą w mojej karierze – wracałem dość długo. Szkoda, że taki mecz nie wydarzył się po występie w Genui, bo tam wróciłem już na właściwe tory.

To był udany tydzień, bo pokonałeś pięciu przeciwników i wygrałeś prestiżową imprezę challengerową. Zwycięstwo dodało Ci motywacji i wiary, że wciąż możesz grać na wysokim poziomie?

– Wygranie takiego turnieju cieszy i pcha do przodu. Nie ma co ukrywać: tęskniłem za rywalizacją, potem, zmęczeniem, zwycięstwami a także porażkami. To był największy challenger, w dodatku z konkretną obsadą, W ciągu roku są tylko trzy turnieje tej rangi, w których występuje tylu solidnych zawodników. Turniej rozgrywany był na kortach ziemnych, które teoretycznie nie są moimi ulubionymi, chociaż gram na nich prawie najlepiej.

Przed US Open zakończyłeś współpracę z Kimem Tiilikainenem, który pomagał Ci przez siedem lat. Czytałem niedawno wypowiedź Twojego taty, który mówił, że „na 90% wiadomo kto go zastąpi”. Czy miał na myśli wspomnianego już Güntera Bresnika?

– Bresnik był bardzo prawdopodobną opcją. Mówiąc szczerze: już troszeczkę wcześniej widziałem jego zainteresowanie moją osobą. To jest jeden z najwybitniejszych trenerów pracujących obecnie w Tourze i na pewno można się od niego dużo nauczyć. Współpraca z takim trenerem nie będzie łatwa, ale owocna. Była też druga opcja, brana pod uwagę w zdecydowanie mniejszym stopniu, ale wybór został dokonany.

Wiele czytałem o Bresniku, obserwowałem go podczas turniejów, i wydaje mi się, że to zupełnie inny typ człowieka niż Twój poprzedni trener. Tiilikainen sprawia wrażenie człowieka spokojnego, a Bresnik kogoś, kto rządzi twardą ręką.

– Ja bym nie porównywał tych dwóch osób. Bresnik jako trener ma zdecydowanie większe doświadczenie, pracuje z czołowymi zawodnikami od ponad dwudziestu lat. Kim nie miał tyle doświadczenia. Nie chcę się zagłębiać w szczegóły, bo to moja prywatna sprawa, ale inaczej pracowało mi się z Kimem, a zupełnie inaczej będzie mi się pracowało z Günterem. Nawet jeżeli mają inne charaktery, chociaż obaj są spokojnymi osobami, różnią się podejściem. Mam nadzieję, że zaowocuje to sukcesami, chociaż mój powrót będzie chcąc nie chcąc trudny. Rozgrywając raptem kilka turniejów w roku udało mi się wygrać jedną z większych imprez i zostać w trzysetce rankingu. To świadczy o tym, że jest szansa na powrót. Powiedziałbym nawet, że szybciej niż później.

Zamykając wątek trenerski: nic nie jest sfinalizowane, ale najprawdopodobniej w styczniu poczynicie takie kroki.

– W styczniu najprawdopodobniej będę współpracował z Günterem Bresnikiem.

Często wspominasz, że liczne kontuzje mają związek z Twoim wzrostem. Jesteś na nie bardziej narażony niż niscy zawodnicy. Słyszałem opinie, że nie do końca wywiązujesz się z zadań, które otrzymujesz w ramach rehabilitacji. Ile w tym prawdy?

– Powiem tak: w Polsce nie ma człowieka, który oglądałby jakikolwiek z moich treningów. Są to jedynie trenerzy i dzieci, które trenują obok mnie. Nie było nigdy żadnego człowieka, który siedziałby nade mną i oglądał jak przebiega mój trening, a tym bardziej rehabilitacja, którą śledzi wyłącznie mój lekarz prowadzący i dwóch rehabilitantów. Jakiekolwiek komentarze na temat mojej rehabilitacji są więc żenująco śmieszne.

Sezon rozpoczniesz od występu w Auckland (turniej rozpoczyna się 9 stycznia). Odpuszczenie pierwszego tygodnia rozgrywek ma nieco wydłużyć przygotowania?

– Znów mam zamrożony ranking, więc przed turniejem w Auckland nie mogę nigdzie wystąpić. Od strony praktycznej wygląda to tak, że zamrażając ranking po raz pierwszy nie mogę występować przez co najmniej pół roku. Jako, że już raz poprosiłem o zamrożenie rankingu, a po rozegraniu kilku turniejów zrobiłem to ponownie, nie mogę grać przez trzy miesiące, ale za to mogę przez trzy miesiące dłużej korzystać z rankingu zamrożonego. Mogę się nim posłużyć jeszcze pięciokrotnie. Na 99% zagram w głównych turniejach Australian Open, French Open i Wimbledonu oraz dwóch turniejach ATP. Przez to, że zamroziłem ranking ponownie i wydłużył mi się okres do użycia lepszego rankingu, będę mógł zagrać właśnie w Paryżu i Londynie.

Niektórzy zawodnicy mówią, że wietrzne Auckland to miejsce dobre dla żeglarzy, a nie tenisistów.

– Warunki do rozgrywania turnieju są bardzo fajne, to świetnie zorganizowana impreza. Rzeczywiście jest bardzo wietrznie, ale co zrobić. Byłem pewny, że do tego turnieju załapię się ze swoim zwykłym rankingiem, stąd moja decyzja.

Gdy rozmawialiśmy rok temu mówiłeś, że Twoim celem jest awans do czołowej dziesiątki rankingu w ciągu trzech najbliższych lat. Jak Cię znam to zdania nie zmieniłeś, tylko należy zapomnieć o 2016 roku i rozpocząć odliczanie raz jeszcze.

- Tak, ten rok można raczej wyciąć z kalendarza. Nie był dla mnie za bardzo tenisowy, bo zagrałem ledwie w kilku turniejach i niespecjalnie mogłem się wykazać. Trzeba do tego podejść spokojnie: duża zmiana z nowym trenerem, może także z miejscem treningów – zobaczymy co ustalimy, bo czysto logistycznie współpraca jest utrudniona, jako że Bresnik siedzi głównie w Wiedniu. W Australii usiądziemy i porozmawiamy. Na razie prawdopodobnie w moim boksie będzie siedział trener Bresnik.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
marek.furjan
Czas publikacji:
piątek, 30 grudnia 2016 19:44

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kajaluck napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/14 18:02:11:

    teneryfa super

  • klara.92 napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/21 22:22:22:

    lubię go

  • doty.85 napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/18 10:03:42:

    no wywiad nawet ciekawy

  • uurszula86 napisał(a) komentarz datowany na 2017/04/18 10:38:31:

    :)

  • gailel napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/10 10:52:04:

    bardzo ciekawy wywiad

  • lajdamiss napisał(a) komentarz datowany na 2017/05/11 08:25:14:

    super sprawa

  • benibar napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/07 10:15:57:

    ciekawe rzeczy :)

  • tamizdro napisał(a) komentarz datowany na 2017/08/10 09:03:06:

    ciekawy wywiad

  • waldyss napisał(a) komentarz datowany na 2017/08/10 16:45:25:

    ;)

Dodaj komentarz

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Zakładki

Kanał informacyjny

E-mail: tenisowyblogvamos@gmail.com




Opcje Bloxa